
We have just lost our true, faithful companion. Although her disease was incurable, if detected early enough, it can be controlled and allows the cat to live sometimes even for many years. Unfortunately, chronic renal failure in cats, as this is the disease we are talking about, is most often diagnosed too late. This was also our case.
It is said that cats are true masters at hiding their ailments. When our kitty finally got to the vet, her first tests gave her 3 days to live. However, our brave warrior did not give up immediately and we helped her extend her life by three whole months. For statistics this is a lot, but for us it is definitely not enough to call it a real success.
That’s why I’m here to remind you to regularly examine your pets, because they don’t always tell us that something bad is happening to them.
You will probably say that your pet is afraid of veterinarians and visits to them are very stressful – both for them and for you. But that’s why it’s even more worth going to the vet when nothing bad is happening. This is a perfect time to get used to visits and at the same time do some research on which clinics and doctors you can trust. Because when a crisis occurs, the person who is closest is usually chosen, and this does not always end well. This is also our history and we now hold incredibly grudges against each other.
I don’t mean that you have to do every possible test every month. All it takes is a simple visit once a year, a check-up, a look into the mouth and a blood test (in cats, it is necessary to have a renal profile, regardless of age, because small kittens can also suffer from this disease). We intend to take our second cat to the vet more often, but only "for a trip" – show the office, pet it, give it a treat. The second cat is very fearful and we are afraid that if we had to leave her on drips in the clinic all day, she might not be able to cope with it. Not to mention that just catching her in the carrier can be incredibly difficult.
If you have a dog, I can’t imagine that a clinic would have a problem with you walking your dog in from time to time, giving them a treat and then leaving (and if there was a problem, at least you know that it’s not a good place). And I’ll repeat – it’s better to scratch yourself a few times when nothing is happening than when your beloved pet’s life may depend on such a visit.
So once again: Check your pets regularly.
https://i.redd.it/vux46je8ye3g1.jpeg
Posted by Macamagucha

10 Comments
Szczere wyrazy współczucia. Ciężko się po takiej stracie otrząsnąć i zawsze boli tak samo.
Strata mojej kotki uświadomiła mi, jak cenne są chwile spędzane ze zwierzakami, gdyż niestety są zdecydowanie za krótkie i ulotne.
Podpinam się pod to co napisał/ła OP. Dodatkowo, nie bagatelizujcie zachowań zwierząt, szczególnie ich zmian. Część z nich, np. koty, robią wszystko by ukryć, że coś je boli (a nawet same się chowają, stają się odosobnione). Ale zmiany w zachowaniu w przypadku schorzeń są zawsze, nawet bardzo małe i warto je sprawdzać i konsultować z weterynarzem lub behawiorystą.
Bardzo mi przykro, to zawsze okropne doświadczenie
Dzięki za przypomnienie i ochronę nas przed nim. Ostatnio poszliśmy z moją kotką i lekarz znalazł w jej paszczy stan zapalny- nie wiedzieliśmy po niej żadnej zmiany poza byciem bardziej “przytulaśną”. Warto badać.
Przytulam i rozumiem stratę. Ja straciłam kotkę, była z nami 15 lat. Tutaj wątroba i trzustka, tydzień w szpitalu, badania po były nawet okej, niestety odeszła tydzień później.
Moje koty dość często widzą weta. Boją się, ale lepiej, żeby chwilę się bały niż, żeby potem był problem.
Ad “łapania do transportera” – zostaw otwarty transporter w przedpokoju czy którymś pokoju w rogu . Tak na stałe, jako jedną z kryjówek. Kot sie przyzwyczai i nie bedzie paniki jak trzeba wyjąć i łapać a i potem u weta będzie spokojniejszy jak się schowa do “swojego” po wszystkim.
czym karmiliście kota?
Jako student weterynarii zdecydowanie popieram. Bardzo często niestety choroby wykrywamy za późno. Zwierzę nie powie że coś go boli, coś przeszkadza, a właściciele nie wyłapują sygnałów.
Mój za chwilę będzie pełnoletni i badania ma co trzy miesiące, ew co miesiąc jak są jakieś odchyły. Ma nadczynność tarczycy, IBD i od niedawna anemię.
Na szczęście mam dobrego weterynarza w bloku obok, a kotu jest już wszystko jedno, to zapakowanie go do torby to już nie problem.
Ma więcej i częściej robione badania niż ja samemu sobie robię, ostatnie to chyba przed pandemią miałem xD.
Popieram, zróbcie rozeznanie.
Sprawdźcie między innymi, czy macie u siebie w mieście opiekę całodobową.
Kiedy nasza kotka zachorowała, to na przykład nie było żadnego “pogotowia” i przeżyliśmy niezłe rodeo.
Szczere wyrazy współczucia.
U nas jest świadomość życia na pożyczonym czasie, bo nasza ulicznica pośród licznych dolegliwości ma też “skłonności onkologiczne”. Przebadana jest oczywiście najlepiej ze wszystkich ale taka jej uroda, że na kontrolę powinniśmy iść co kwartał (jak dotąd się nie udało po prostu iść na kontrolę, a wizyt musiało być więcej…)
Kiedy ją zabierałem do domu, żona stwierdziła SMS-em, że mnie kiedyś zabije. Ja z resztą też twierdziłem, że nie lubię kotów. Chyba wiadomo jak to dalej się potoczyło: ciągle jakieś scysje, że zoologiczny wykupiłem, że nie potrzeba nam dwóch kuwet do jednego kota, że się dziunia znowu u kocitatki uwaliła na piersi a wszak kocimatka dopiero co serwowała ulubioną saszetę. No wiecznie tylko jakieś napięcia i stresy /s
Nie wiem co zrobimy jak dojdzie do nieuniknionego.
Bardzo mi przykro, trzymaj się. U mnie ta sama historia miesiąc temu, nawet kotek taki sam czarny. Mój bardzo się denerwował u weta i pobieranie krwi zawsze było dla nas wszystkich traumą, trzy osoby go musiały obsługiwać a ja byłam bliska zemdlenia, takie dźwięki wydawał, więc może dobrze, że leczenie nie trwało długo. Ale jak czyjś kot w miarę dobrze znosi wizyty to koniecznie. U kota choroba nerek to kwestia czasu. Jak żyje wystarczająco długo to w którymś momencie się popsują. Jak serce u człowieka.
Wyrazy współczucia. Też straciłem kiedyś kotkę przez nerki, w dużej mierze przez weterynarza który wszystkie objawy zwalał na zapalenie dziąseł. Był to najbardziej przytulny zwierzak jakiego miałem i gdybym wcześniej naciskał na wykonanie innych badań, może żyła by parę miesięcy dłużej. Od tamtej chwili pędzę do zaufanego weterynarza już przy najmniejszych obawach i się to już nie raz opłaciło.