Neighborly fights – what kind of fights did you have and in which did you take part? Maybe there were some that reached the level of absurdity?
Yesterday, when I was leaving for work, I noticed that a note from the photo had appeared on my chest. I must admit that she made my day! 😂 High culture, very mundane problem 😅
Ja akurat lubie sluchac jęków sasiadek, taki fetysz :p
Niestety jedna po urodzeniu dziecka zaprzestała dalszych praktyk seksualnych 🙁
Mateo30w on
Sąsiadka z góry ma psiura który szczeka codziennie od 22 do 1 w nocy, od tak mimo iż lokatorzy siedzą w mieszkaniu i nie przeszkadza im to i mają w dupie że pies napier**** zaklocajac ciszę nocna, na klatce oczywiście wywieszka żeby pilnować bydlaki by nie szczękały nocą, ostatnio sąsiad zrobił awanturę na cały blok, zjebał aż miło postraszył policja i jak narazie odpukać pilnują tego bydlaka
Alraku on
Jedna upierdliwa rodzina trzymala na korytarzu w bloku swoje rzeczy – wózki, rowerki, sanki, buty no po prostu wszystko.
W końcu administracja wywiesiła ogłoszenie na głównych drzwiach se zgodnie z zasadami ppoż trzeba to usunąć i daje czas do końca miesiąca (było jeszcze na to z ok 2 tyg do końca)
Rzeczy miejsca nie zmieniły mimo ostrzeżenia. Po paru dniach nowego miesiąca rzeczy zniknęły, ale nie przez właściciela tylko ktoś ze spółdzielni musiał nad ranem je zabrać.
W efekcie kobieta z tego mieszkania zaczęła chodzić po wszystkich mieszkaniach na piętrze i dosłownie z wrzaskiem pytać gdzie zabraliśmy jej rzeczy, wołać o zwrot i próbowała wbić się do mieszkania xD
A gdy mówiliśmy jej o komunikacie wywieszonym na drzwiach to że ona nie potrafi czytać bez okularów i nie widziała co tam jest.
Altruistic-War-5860 on
U nas była wojna polsko- polska o dzieci bawiące się na dziedzińcu bloku. Mieszkałam kiedyś w bloku (budownictwo na owe czasy nowe, bo blok chyba z 2014r.), pełno młodych małżeństw, pełno dzieciaków w podobnym wieku, blok był zbudowany w ten sposób, że jego kolejne elementy były ułożone wokół wewnetrzengo dziedzińca z trawą po środku, były jakieś japońskie ogrody ze żwiru i ogólnie miało być elegancko. Jak te wszystkie niemowlaki podrosły do wieku dzieci szkolno- przedszkolnych to bawiły się na dziedzińcu + malowanie kredą po chodnikach + jakieś pikniki na trawie. Z perspektywy rodzica super sprawa- wypuszczasz dziecko na dziedziniec, bawi się z innymi dziećmi na zamkniętej przestrzeni, można sobie miło porozmawiać z innymi rodzicami, z perspektywy bezdzetnych mieszkańców to raczej musiało być męczące (krzyki, ruch, sztuka współczesna na eleganckich chodniczkach). W pewnym momencie zaczęły się pojawiać karteczki z wymianą gorzkich żali. A jak wspólnota chciała przerobić jeden z japońskich ogrodów na mały placyk zabaw to była taka wojna, że powietrze na klatkach można było kroić nożem. Potem przyszła jesień, zima, dzieci były w domu i się to jakoś rozeszło po kościach.
4 Comments
Ja akurat lubie sluchac jęków sasiadek, taki fetysz :p
Niestety jedna po urodzeniu dziecka zaprzestała dalszych praktyk seksualnych 🙁
Sąsiadka z góry ma psiura który szczeka codziennie od 22 do 1 w nocy, od tak mimo iż lokatorzy siedzą w mieszkaniu i nie przeszkadza im to i mają w dupie że pies napier**** zaklocajac ciszę nocna, na klatce oczywiście wywieszka żeby pilnować bydlaki by nie szczękały nocą, ostatnio sąsiad zrobił awanturę na cały blok, zjebał aż miło postraszył policja i jak narazie odpukać pilnują tego bydlaka
Jedna upierdliwa rodzina trzymala na korytarzu w bloku swoje rzeczy – wózki, rowerki, sanki, buty no po prostu wszystko.
W końcu administracja wywiesiła ogłoszenie na głównych drzwiach se zgodnie z zasadami ppoż trzeba to usunąć i daje czas do końca miesiąca (było jeszcze na to z ok 2 tyg do końca)
Rzeczy miejsca nie zmieniły mimo ostrzeżenia. Po paru dniach nowego miesiąca rzeczy zniknęły, ale nie przez właściciela tylko ktoś ze spółdzielni musiał nad ranem je zabrać.
W efekcie kobieta z tego mieszkania zaczęła chodzić po wszystkich mieszkaniach na piętrze i dosłownie z wrzaskiem pytać gdzie zabraliśmy jej rzeczy, wołać o zwrot i próbowała wbić się do mieszkania xD
A gdy mówiliśmy jej o komunikacie wywieszonym na drzwiach to że ona nie potrafi czytać bez okularów i nie widziała co tam jest.
U nas była wojna polsko- polska o dzieci bawiące się na dziedzińcu bloku. Mieszkałam kiedyś w bloku (budownictwo na owe czasy nowe, bo blok chyba z 2014r.), pełno młodych małżeństw, pełno dzieciaków w podobnym wieku, blok był zbudowany w ten sposób, że jego kolejne elementy były ułożone wokół wewnetrzengo dziedzińca z trawą po środku, były jakieś japońskie ogrody ze żwiru i ogólnie miało być elegancko. Jak te wszystkie niemowlaki podrosły do wieku dzieci szkolno- przedszkolnych to bawiły się na dziedzińcu + malowanie kredą po chodnikach + jakieś pikniki na trawie. Z perspektywy rodzica super sprawa- wypuszczasz dziecko na dziedziniec, bawi się z innymi dziećmi na zamkniętej przestrzeni, można sobie miło porozmawiać z innymi rodzicami, z perspektywy bezdzetnych mieszkańców to raczej musiało być męczące (krzyki, ruch, sztuka współczesna na eleganckich chodniczkach). W pewnym momencie zaczęły się pojawiać karteczki z wymianą gorzkich żali. A jak wspólnota chciała przerobić jeden z japońskich ogrodów na mały placyk zabaw to była taka wojna, że powietrze na klatkach można było kroić nożem. Potem przyszła jesień, zima, dzieci były w domu i się to jakoś rozeszło po kościach.