
Do you think that the improvement in the situation is real? Or maybe just the opposite – demographic trends will hurt the excluded towns even more?
https://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/komunikacyjna-luka–badania-wskazuja-az-10-mln-osob-poza-systemem-88292.html
Posted by 9Laser
11 Comments
Dobicie wykluczonych miejscowości j**est poprawą sytuacji**. Każda osoba która przeprowadza się z wypizdowia do miasta to osoba która przestaje być wykluczona komunikacyjnie.
Trzeba odzyskać te 8000km lini kolejowej, którą tranformacja ustrojową i kulturowa mimowolnie zaprzepaściły. Wszystkim się samochodu zachciało.
Nie wiem, ale zakażmy samochodów na paliwa kopalne.
Park and ride, park and ride i jeszcze raz park and ride.
Ludzie fixują się na pociągi i zwiększanie ilości połączeń autobusowych. Kto mieszka na wsi ten widzi jak wyglądają nocne kursy, 1-2 osoby to standard. Puszczać pociągi na wioskę w której mieszka 50 osób, to też palenie kasy. Koszty komunikacji aglomeracyjnej są wręcz gargantuiczne.
Optymalna kombinacja to park and ride + sct. Po miastach jeżdżą prawie same dostawczaki i służby, a z dodatkowych pasów robimy linie tramwajowe albo autobusowe.
Pociągi o ile dobrze się spisują przy transporcie masowym, o tyle ostatnie dni pokazały, że żeby to miało ręce i nogi, potrzebne jest prawdopodobnie kilkanaście tysięcy kilometrów torów, żeby zrównoleglić połączenia i zapobiec sytuacji, że jeden pociąg powoduje sumaryczne opóźnienie 5 godzin x ilość unieruchomionych przez to pociągów.
Nawet w Warszawie ludzie płacą tylko 1/3 ceny transportu publicznego. A na wsi, gdzie autobusem będzie jeździć jedna osoba, koszt biletu wyniesie 200 złotych? Kto za to zapłaci? To normalne, że w miejscach o niskiej gęstości zaludnienia ludzie korzystają z samochodu, nienormalne jest, gdy ludzie mają metro pod ręką, a i tak jadą samochodem 2 kilometry.
Nie jest możliwa, bo państwo nie pakuje już kasy w PKP i PKS co za tym idzie są nierentowne
Nie neguję problemu, ale zastanawiam się czy używanie wskaźnika łatwości dojazdu do miast powiatowych w badaniu jest słuszne. Co gdy jest dobry dojazd do pobliskiego miasta nie powiatowego? Albo ze względu na geografię opłaca się np pracować w innym powiecie, a może nawet województwie.
Chyba musimy “porzucić” komunikacyjnie część regionów. Demografia jeszcze pogłębi problem i niekiedy będzie bardzo mała gęstość zaludnienia, czyli transport publiczny drogi a mało ludzi z niego korzysta. (bo z tych terenów ludzie się wyprowadzają + niska dzietność). Idealnie wszędzie byłby transport publiczny, ale musimy na czymś się skupić. Bo chciałbym, żeby gdzieś to działało i ludzie nie korzystali tyle z samochodów.
Albo wsiąść i pojechać swoim.
No była kiedyś poza dużymi miastami komunikacja ale państwo ja zlikwidowało, jako że na wszelkie sposoby próbowało wywalić ludzi do dużych miast. A teraz znowu wszyscy mają samochody. No to jest jak jest.
Od blisko 40 lat moja rodzina zajmuje się transportem dzieci do szkoły (te oldschoolowe autobusy szkolne). Przez większość tego czasu trasy dojazdu się nie zmieniły, a wręcz rozszerzają. Dowóz finansuje gmina, z pewnej perspektywy nie są to wysokie kwoty, jak za korzyści jakie to przynosi – tam gdzie szkoły się zamknęły, tam puszczają kurs szkolnego. Zainteresowanie jest jakie jest, raz więcej raz mniej. Luka komunikacyjna to wygodne narzędzie propagandy (coś jak mapki smogu), pasuje tym którzy są aktualnie poza władzą. Faktem jednak jest, że legislacyjne przeniesienie obowiązku wyrównania luk w mapie edukacyjnej Polski, na poziom samorządów lokalnych (szczególnie gmin), to najlepsze co można zrobić. I to jest całkowicie rozwiązywalny problem, bo tak – utrzymać szkołę, do której uczęszcza 10 osób to setki tysięcy rocznie, puszczenie busa kursowego przez wieś do innej wsi to już znaczne mniejsze kwoty.