
I see a melancholic increase on X/Twitter under the title "Back then, young people could play Dyngus and no one cared, but now no one knows how to play". I remember those times as a real pathology – you went to church alone to avoid meeting people at all costs. "colleagues". In my town it wasn’t the worst yet, because according to tradition (hehe), they tended to pour water on young girls and usually left boys and older ones alone. In turn, in larger cities, attacks by youth gangs on everyone without exception were common.
I wonder when and why this phenomenon stopped? Young people are at a loss and they don’t want to do it anymore? Is it really something to miss?
Posted by WineTerminator

39 Comments
Bo zbyt wiele razy trafiali na osoby, którym nie podobało się to w sposób wystarczający by spuścić im klasyczny słowiański wp…
Każdy dzisiaj nosi jakąś drogą elektronikę przy sobie (telefony, słuchawki, przenośne konsole do gier itd.). Nikt nie chce ryzykować uszkodzenia.
Ja polewam się tylko z rodziną, i raczj symbolicznie a nie z wiadra
Bo nie ma młodzieży, jest 1/3 tego co było kiedys
Wiader w Polsce się już nie używa, a nawet jeśli, to zupełnie do innych celów.
Nie ma za czym tęsknić, chujowa zabawa nie wspominam dobrze.
Bo dorośliśmy
Można dostać mandat 5 stówek
Ustało, bo jest głupie. No i może być też wykroczeniem, a w skrajnych wypadkach nawet przestępstwem.
Młodzież dorosła, patologiczna wyemigrowała i nie pozostawiła następców. Ponadto Dyngus w miastach, był jakby świąteczną wersją zabaw podwórkowych. Teraz dzieci bawią się w domach, nastolatki w galeriach handlowych.
Bo od stu lat w Polsce jest zimno w poniedziałek wielkanocny? Jakby było ciepło sam był lal więcej niż okazyjnie
Boo jak ktoś żył w tamtych czasach, to pamięta jakie to było zjebane.
od kiedy zbytnio pizga w lany poniedziałek. jak byłem mały to zazwyczaj były upały w ten dzień, a od pewnego roku pogoda nigdy nie pozwalała już więcej na takie zabawy w ten dzień.
A) elektronika
B) kurwa zimno co roku i nikt nie chce tak latac
Nikt tego nie lubił, bo oznaczało to powrót do domu i konieczność przebrania się.
zabawa było spoko, póki się latało z pistolecikiem czy jajkiem na wodę, jak gówniaki przerzucili się na butelki, zrzucane balony z okna i wiadra to się impreza posypała przez baranów
a) zimno w chuj, b) elektronika.
śmigus dyngus był fajny gdy polegał na walce na wodę między ziomkami. pamiętam jak w podstawówce szykowałem się na potężną bitwę w charakterze urban combat. napełniłem torbę butlami z wodą jako amunicję, wziąłem kilka spluw i nawet balony do sporządzenia granatów. założyłem płaszcz przeciwdeszczowy i tak odziany poszedłem na miejsce zbiórki na godzinę W XD polataliśmy dzień cały po podwórkach i postrzelaliśmy się, nawet nie pamiętam czy była to walka drużynowa czy tzw. battle royale. tak czy inaczej nie napadaliśmy na nikogo kto nie był z naszej paczki i nie lataliśmy z wiadrami
Znajomy raz wylądował przez to w szpitalu, bo w zamian za wode dostał nożem w ramię
Bo młodzieży dziś jest znacznie, znacznie mniej niż dawniej i grupy znajomych oparte o lokalne osiedle to już nawet wśród dzieci przeszłość.
Plus zwyczaje praktykowane wyłącznie przez dzieci są znacznie szybsze do usunięcia – dzieckiem się jest chwilę, a przy braku ciągłości rocznikowej na osiedlu zwyczaje szybko zanikają. Pomyślcie o tych wszystkich grach podwórkowych co to nasi rodzice o nich opowiadali typu jakaś guma czy klasy – moje doświadczenie jest takie że jako dziecko niemal nikt tego już nie robił, nawet jak znaliśmy kształt kredowego obrysu klas to nie wiedzieliśmy do czego to ma służyć.
Plus niż genueński/wiatr znad bieguna czy nagłe ochłodzenie zwykło sprawiać że poniedziałek po wielkanocy jest dziwne zimny – za dzieciaka to pamiętam że w t-shircie się ganialiśmy z wodą.
Bo można za to dostać do 5000 zł mandatu, każdy nosi przy sobie elektronikę i dla osoby oblewanej idącej załatwiać jakieś swoje sprawy to nie jest jakaś wielka przyjemność
Ale ponoć gdzieś ciągle są organizowane masowe oblewanki ze strażakami
I bardzo kurwa dobrze.
Ale mogę powiedzieć tyle, że kto ma ochotę i towarzystwo, doskonale sobie radzi zamiast jojczyć, że kiedyś to było. Moi kuzyni napierdalali się dzisiaj wodą z butelek na podwórku. Owinęli się folią wcześniej, ciekawy widok.
1. mają dziś lepsze rzeczy do roboty, siedzą w telefonie
2. dziś łatwiej o konsekwencje prawne za takie coś, ludzie przewrażliwieni, policja nie może tak łatwo wyśmiać i olać sprawy
3. ogólnie mniej podatnej na takie zabawy gówniarzerii dziś biega samopas
Sam pamiętam że za moich czasów (eh…) w poniedziałek wielkanocny nie bardzo miałem po co ruszać się z domu, więc poza symbolicznym spryskaniem starego nie było okazji do kultywowania tego zwyczaju. Było wolne, święto wiec nie było “zadań bojowych”, można było poklikać w kąkuter czy wypocząć po świątecznych porządkach… Chyba że akurat w te święta była jakaś pielgrzymka po wszystkich okolicznych ciotkach i babciach, to też nie było za bardzo okazji do latania z wiadrem.
bo nie jesteśmy patusami, pozdrawiam
Nikt nie chce ryzykować wpierdolu za zniszczenie elektroszajsu za kilka tysięcy
Bo nie chcesz ryzykować, że zalejesz komuś telefon za parę tysięcy. No i pizga na dworze niemożebnie, więc nie idzie się przy takiej pogodzie wodą oblewać.
Pamiętam jak za dzieciaka ojciec zabraniał uchylania okien w samochodzie w trakcie powrotu ze swiat w poniedziałek, bo jadąc przez lubelskie wioski ryzykowało sie ze wiado wody wyląduje w środku samochodu.
Może fajnym pomysłem byłaby organizacja miejskiego dyngusa, aby podtrzymać tradycję.
W wyznaczonym miejscu każdy chętny mogłyby oblewać lub zostać oblanym.
W sumie gdy pada fraza “lany poniedziałek”, albo “śmigus-dyngus”, to moje pierwsze skojarzenie, które rodzi się w mózgu, to lekcja we wczesnej podstawówce, gdzie dość mocno było trąbione, żeby powstrzymać się od lania wody z większych pojemników, jak wiadra, czy butelki, a już szczególnie na nieświadomych, albo nawet przypadkowych, nieznajomych ludzi. Bo co, jeśli taki ktoś właśnie idzie np. do kościoła? A nawet i bez tego, przecież będąc tak mokrym po dostaniu z wiadra, można się łatwo poważnie rozchorować. Tak więc wodą się można tryskać, ale z takich małych zabawkowych sikawek, albo pistolecików na wodę, ale też nie przesadzać.
Tak generalnie pamiętam temat tego święta z klas od zerówki do trzeciej klasy, potem to już mam wrażenie kwestia była taka, że w takim wieku to już się tak bawić nie wypada, wodą to się dzieciaki leją, a nie takie stare byki.
No i to też były czasy, gdy co raz więcej osób zaczęło nosić ze sobą elektronikę w kieszeniach, jak telefony, czy odtwarzacze MP3.
W życiu zawsze ja dostawałem chlusta od rodziny, leżąc jeszcze w łóżku, bo lubię długo pospać, więc zawsze byłem łatwym targetem XD A jak już były jakieś pojedynki na wodę, to może przez kilka minut gdzieś na podwórku, ale to też tylko tak, żeby się na moment śmiesznie zrobiło, ale nikomu potem już więcej się nie chciało.
Koncept tego, że można chodzić po ulicach i po prostu lać wodą po ludziach zawsze wydawał mi się totalnie obcy i wręcz niewyobrażalny. No bo kto normalny tak robi, przecież tak nie wolno!… A tu się okazuje, że jednak było to zjawisko tak powszechne, że te ostrzeżenia na lekcjach jednak wcale nie wzięły się znikąd.
Nigdy nie rozumiałem jak można było oblewać wodą randomowe obce osoby.
Dla mnie jako dzieciaka cała zabawa właśnie polegała na tym, żeby móc się „odpłacić” mniej lub bardziej lubianym dzieciakom na podwórku robiąc jakieś ustawki, gangi czy inne tego typu układy.
Mniej patologii po 2004 to i mniej debilnych zachowań na ulicach.
Ja sie wychowalam na wsi, szczerze to nie bylo zle – chlopcy uzywali troche wody, symbolicznie, glownie z butelek Problem byl jak mialysmy pojechac do nieodleglego miasta: moja mame zostawili w spokoju, ale ja bylam mokra wskoros Nigdy wiecej nie pojechalam tam w poniedzialek
Symbolicznie mi nie przeszkadza do dzis, ale uzywanie wiaderek to duza przesada
Ja mowie o latach 80/90 -tych kiedy dorastalam 🙂
Masa ludzi dostawała bólu dupska i chłopcom się w dupach poprzewracało, w niektórych miejscach zrobili z tego strasznie seksistowski festiwal i chłopcy mieli pretensje że dziewczyny ich leją wodą rel. No to chuj im w dupę teraz nikt nie leje i dobrze. Do tego starzy zboczeńcy musieli z tego zrobić swój kolejny powód do pastwienia się nad młodymi dziewczynami.
Bo to bandyterka zagrożona mandatem. Fajnie jest się pokropić w gronie znajomych, gdy jeszcze pogoda sprzyja, ale dostać wiadrem wody od nieznajomego bandyty już nie.
Wynalezienie telefonu komórkowego. Cena naprawy po zalaniu była kosmiczna jak na tamte warunki. Patusy szybko się ogarnęły + wyjechały za granicę po 2004.
Bo nikt nie chce mieć żeberek policzonych pięściami ludzi, którzy stracą sprzęty skitrane w kieszeniach.
Patusy, które sie tym zajmowaly albo siedzą w Holandii na magazynie albo juz nie żyją, bo sie zacpali/zapili.
Za czym tu tęsknić, serio lubi ktokolwiek iść gdzieś w suchym czystym ubraniu i wracać w mokrym, bo jakiś obcy debil zechciał wylać zawartość wiadra z okna? Bo ja nieszczególnie byłam fanką
Psikanie wodą na znajomych i domowników to super zwyczaj.
Wylewanie wiadra na obcych ludzi w komunikacji miejskiej gdy na dworze jest 5 stopni jest idtioycznym zwyczajem. Bardzo dobrze, że coraz mniej ludzi ma takie świetne pomysły.