
Collapse in clinics and disappearing buses. These are no longer distant demographic forecasts, but everyday life in Polish counties.
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Zapasc-w-przychodniach-i-znikajace-autobusy-Codzienne-skutki-zapasci-demograficznej-9129010.html
Posted by 9Laser
11 Comments
Uwielbiam jak zawsze przy tych tematach pojawia się masa antynatalistów, którzy napiszą “to dobrze” niczym ci amerykanie chwalący się ściągnięciem filtrów w swoich pickupach przy postach o zmianach klimatycznych
Tak to jest kiedy przeciętny polak chce mieć państwo zapewniające wszystko a jednocześnie nie chce płacić podatków ani angażować się obywatelsko.
O kolejny post. Już znamy rozwiązanie problemu.
Planszówki.
[deleted]
Spokojnie. Zaraz pojawią sie autonomiczne samochody i nie będą potrzebne autobusy na prowincję.
Ja to zawsze przy tym temacie mam taką rozkminę, że polski emeryt to jednak miał w życiu przejebane.
Jedziesz do UK czy do Niemiec i tam przynajmniej częściowo emeryci żyją spoko, bo ich dorosłe życie przypadło na dobre gospodarczo lata 80. czy 70. Mają jakieś tam emerytury, jeżdżą sobie na wakacje, mają domki nad morzem.
Polski emeryt? Rodzisz się w czasie wojny albo z 10 lat po niej. Przez całe życie istniejesz w totalitarnym systemie z niewieloma opcjami samostanowienia. Pracujesz też całe życie, bo musisz (niewielka ilość kobiet zajmowała się domem, ale to raczej kiedy mąż pracował w konkretnej branży; moje obie babcie na przykład pracowały). Potem nagle zmiana ustroju i szybki postęp technologiczny, w którym jak się nie odnajdziesz, to nie będziesz mieć za co żyć. Robisz wszystko to, co ci każe otoczenie (dzieci, praca, po pracy pomagasz dzieciom przy wnukach). A na sam koniec życia, jak powinieneś mieć spokój na emeryturze, jeszcze nie masz hajsu, nie masz autobusu ani dostępu do lekarza xd
Wiem, że często się narzeka na starsze osoby i ich podejście do życia/poglądy, ale szczerze mówiąc, to naprawdę zbyt fajnie oni w życiu nie mieli. Nie żeby nie było wyjątków, ale mówię całościowo.
Problem z komunikacją publiczną niezrozumiały z perspektywy miast jest taki, że w ramach gminy i powiatu zwykle jakaś komunikacja jest.
Cały numer polega na tym, że jak sąsiednia wieś jest w innej gminie albo w ogóle powiecie to praktycznie tam nie dotrzesz.
I to zmusza ludzi do posiadania prywatnego auta lub przynajmniej organizacji tego auta. A jak już masz to auto czy coś, to czemu w ogóle masz latać na przystanek gdzie rozkład obejmuje 2 losowe godziny o 5 rano, jedną o 13 i jedną o 16?
W czasach kiedy byli duzi pracodawcy miało to sens, bo można było skomunikować większe osiedla z dużymi zakładami. Ale obecnie każdy pracuje gdzie indziej, nawet na wsiach jest dużo pracodawców.
Zawsze w takich okazjach zastanawia mnie jedna rzecz, a jakby tak zacząć płacić np. kierowcom autobusów czy aby przypadkiem dziura nie była by mniejsza?
Tak, owszem, ceny przejazdów pewnie też by wzrosły, ale na razie mam wrażenie że są zawody w których się płaci orzeszkami za ciężką pracę a potem zdziwienie że nie ma chętnych.
I co ma się stać by Polaków było stać na mieszkanie w końcu? Ja uważam że jeszcze z 20 lat do jakichkolwiek zmian
Podejrzewam, że za 70-100 lat te wszystkie polityczne przepychanki w Polsce, którymi obecnie się podniecamy będą tylko wzmiankowane na marginesie, a główny podział polityczny naszej współczesności przyszli badacze wytycza w podejściu do tickle down economics, czyli elity liberalne wyznające teorie skapywania i populiści sprzeciwiający się jej.
No, to ile godzin minęło od ostatniego posta o zapaści demograficznej?