
I know this topic comes up often, but I feel like I need to complain to someone…
Two years ago, my wife and I bought an apartment in a block of flats. We were newly married and we decided that it would be enough to live with my parents for 4 years, so *gasp* mortgage without own contribution for married couples and we buy 50 m2 for PLN 310,000. (+30,000 for renovation) in a large slab in the center of the district town.
We even had half a year "test drive" I rented this apartment and everything was beautiful. Well, it was…
Shortly after the actual purchase, my eyesight failed for some reason, my wife went to Ireland for 1.5 years to stay with her family to earn extra money in case I became completely blind. During these 1.5 years, I experienced neighborhood hell: my downstairs neighbor (an avid rap and weed fan) wouldn’t let me sleep at night or during the day. He either fell asleep high with a playlist on, or he banged the floor so much during the day that everything in the apartment was jumping.
The upstairs neighbors were no better, their two sons, around the age of junior high/high school, cannot walk around the cage like people do, they are always running, stepping or squeaking with their shoes. In addition, they have an old parquet floor on the floor, so I can hear every step they take, when they move a piece of furniture or put something away, and the younger son, who lives in the room above our bedroom, can stomp his feet while playing on the computer until 11 p.m. or 12 a.m. (of course, my father denies that it’s not theirs, he doesn’t mind life in an apartment building :v).
During these 1.5 years, they have destroyed me mentally to such an extent that I only listen when something goes wrong… First, I was at war with the guy from downstairs – cards, conversations, requests, reporting to the cooperative, the police – only about 2-3 months ago he got the hang of it and I have relative peace at night and during the day.
But the neighbors upstairs? I don’t know if these people can’t sit on their butts for more than 5 minutes, but I can still hear every move they make in the apartment, I can’t relax anywhere because every now and then something cracks, hits, falls or, God forbid, they are renovating or improving something in the apartment.
My wife wondered why I was such a nervous wreck and told her it was impossible to live here until she returned to Poland two weeks ago. Earlier she said that she was staying in the block because it was convenient and close to everything, but she started hearing all the noises from upstairs and she agreed with me that these people were crazy and it was impossible to function in such conditions.
On Monday, she caught the boys’ mother in the stairwell and invited her to listen to the noise – surprisingly, she admitted that she could actually hear it and they would try to be quieter at night. And they were, for 3 days and now the young one again postpones the filming of the patter of little feet until 11 p.m. I can still use earplugs if the noise is not at the level of an old person falling off a sofa bed, but my girlfriend cannot resort to earplugs because they quickly cause wounds in her ears.
We don’t believe that these people will calm down, so if there is no peace, we will put the crib in the cooperative and play spider luck with brush sticks on the ceiling after midnight (if we can’t sleep, they won’t either :v), but we both agree that we made a mistake by buying this apartment on a mortgage and we plan to get out of here as soon as possible.
We don’t know how yet, especially since with a cat on board and a lot of things in the apartment, returning to my parents’ house is not an option, I don’t think we can sell the apartment yet either because the contract with the bank is holding us back, and looking at the current situation on the real estate market, even if we manage to save money to buy a plot, after selling the apartment and covering the mortgage, we are 99% sure we won’t buy a house with the remaining money…
I have lived in the countryside all my life, I have been able to fall asleep in different places and in different noise, I have visited friends and family in blocks of flats hundreds of times over the years and I have never encountered such neighborhood pathology as here. I want to get away from here as soon as possible, but I’m afraid that I have no choice but to rot in this circus for the next 5-10 years until we buy a plot of land or one of my parents (mine or my wife’s) leaves us a house or a plot of land…
Neighbor to neighbor to neighbor and kiwi kiwi kiwi.
https://i.redd.it/gulspsdfbe0h1.jpeg
Posted by Copper_Blaze
42 Comments
A jak wynajmowaliście to mieszkanie to wam nie przeszkadzało?
No niestety życie w bloku ma swoje minusy
A widzisz, trzeba było ogłuchnąć a nie oślepnąć to byś takiego problemu z sąsiadami nie miał
W tym bloku mieszkasz?
Jeżeli problemem jest hałas z góry i brak możliwości przeprowadzki do domu jednorodzinnego, to może pomyślcie o specjalnym podwieszanym suficie z grubą wełną do wygłuszenia lub podobnych rozwiązaniach?
Czyli to prawda, że jak się ślepnie to słuch się wyostrza 🤪
Przestań nasłuchiwać co się dzieje u sąsiada z góry, zajmij się sobą, a będzie jak było przez półtora roku wynajmu. 😛
No ok, pół roku, nic to nie zmienia. Doczytałem do momentu gdy piszesz “tylko nasłuchuje kiedy coś znowu dupnie”. Dalej mi się nie chce tego czytać. Włączyło Ci się przewrażliwienie.
Też mieszkam w płycie, zbytnio nie słyszę sąsiadów bo nie nasłuchuje”. Oglądam coś czy słucham muzyki i nie przeżywam, że coś tam gdzieś szurneło czy dupło.
Rozumiem sytuację z kimś co po nocach gra głośno muzykę, ale trudno mieć pretensje do sąsiadów z góry, że żyją.
Jak miałam studentów (sądząc po liczbie, wieku i robieniu głośnych imprez w czwartki) wynajmujących mieszkanie pode mną, w pierwszy czwartek kulturalnie i z uśmiechem na ustach poprosiłam, żeby ściszyli muzykę po 22 bo piątek to jednak dzień roboczy. Oczywiście, że mieli to w dupie. W następny po prostu zadzwoniłam na policję, dałam im tylko kod do domofonu żeby wzięli ancymonów z zaskoczenia. Kolejnego razu już nie było.
U mnie sytuacja była podobna, cisza taka, że na poczatku mówiliśmy w mieszkaniu z żoną do siebie szeptem, bo wydawało się nie wporządku, aż nie wróciły małpy drące ryja. Ci ludzie się potrafią przez 3 doby bez przerwy tłuc i rozmawiać tyko krzykiem. Walenie po suficie, rozmowy, nic nie podziałało. W rozmowe niby przytakuje, ale nie dociera do niej, ze tak drze ryja, ze po zamknieciu drzwi slysze ze sie znowu czepiam. Pomoglo zakup soundbara z dolby atmos. Teraz jak sobie cos puszcze do ogladania, muzyke, muzyke relaksacyjna czy ambient aby cos gralo w tle to skutecznie zaglusza odglosy. Zdaje sobie sprawe, ze teraz ja moge byc kijem w dupie kogos innego ale zmeczylo mnie bycie na koncu lancucha pokarmowego.
Trzeba było kupić domek w Karkonoszach 😉
Każdy ma jakieś problem. Ja sąsiadów nie mam ale za to koło ruchliwej ulicy mieszkam. Ciepło jest to nie idzie okna otworzyć a teraz w godzinach szczytu przy zamkniętym cicho nie jest. Trzeba sobie radzić. Życie chłopie, walcz, będzie lepiej. Najdziwniejsze w tej opowieści jest to że mieszkałeś tam kawał czasu i się nie zorientowałeś. Skoro przychodzą do Ciebie znajomi/rodzina i odrazu wiedzą a Ty 6 miesięcy się nie zorientowałeś? Może masz nadwrażliwość sensoryczna z powodu utraty wzroku, jak przychodzą ludzie to im narzucasz swoją prawdę lub słyszysz od nich to co chcesz? Może w Tobie tkwi problem. Skoro żona wyjeżdża z domu na tyle czasu od Ciebie. Gdzie pracujesz teraz? Z domu czy masz miejsce pracy?
Idź do psychologa, a najlepiej również do psychiatry. Wejscie w dorosłość (wyprowadzka od rodziny) oraz zobowiązanie w postaci kredytu hipotecznego najprawdopodobniej wywołało u ciebie ogromny stres, z którym sobie nie radzisz.
Życie w bloku takie jest i nie ważne czy wielka płyta czy nowiutka patodeweloperka, sąsiadów będziesz słyszał. Też miałem taki problem, z czasem włącza się nadwrażliwość i nic tego nie zmieni. Mi pomogła wyprowadzka do domu.
Skoro przez pół roku tego nie zauważyłeś, a nie sądzę by życie sąsiadów wyglądało inaczej, to myślę, że na twój stan bardziej wypływa pogarszający się wzrok niż hałasy. Czy stan oczu jest odwracalny i czy próbowałeś już wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego? Bo innym czynnikiem, który zamienił się w tym czasie to jest to, że stałeś się mężem, ale to już bym traktował jak dowód anegdotyczny 🙂
W ciszy każdy hałas będzie zauważalny.
Odpal sobie radio, jakiś nawilżacz, oczyszczacz powietrza i nie siedź w ciszy.
Dobre na wieczór jest odpalenie białego szumu, YouTube ma filmiki po 10 godzin z tym.
Nie jestem diagnostą, ale trochę to brzmi jak nerwica. To by tłumaczyło dlaczego przez pół roku było ok a teraz żyć się nie da.
To niestety nie brzmi na problem z sasiadami, czujesz sie uwieziony ze wzgledu na problemy ze wzrokiem i siedzenie bezczynnie w domu, wiec zamiast skupic sie na swoim zyciu slyszysz kazdy ich krok. Jak sie przeprowadzicie to beda Ci ptaki na dachu przeszkadzac, albo auta pod domem. Wyglusz sufity, albo zainwestuj w loop earplugs, albo psychiatra i dobre leki. Pomierz sobie tez obiektywnie poziom halasu, zanim pojdziesz do spoldzielni.
Ciekawe jaką sąsiedzi mają opinię o Tobie…
Dostałeś same sensowne podpowiedzi:
1. lekarz/psycholog – skoro było ok i przestało być to może, może Ty potrzebujesz się wyciszyć, a może dowiedzieć się czegoś na swój temat.
2. słuchawki z ANC, źródło szumu w domu i/lub zatyczki z certyfikacją (nie g… piankowe), a najlepiej wszystkie trzy metody ‘na zmianę’. To pozwoli Ci złapać większy komfort.
3. sprzedaż mieszkania – to też opcja, ale nawet nie sprawdziłeś szczegółów. jest niewiele sytuacji w których nie można sprzedać nieruchomości. podejrzewam, że sama świadomość że masz taką opcję poprawi Ci komfort.
4. mam w rodzinie ludzi, którzy z konkretnych powodów wynajęli swoje mieszkanie a sami mieszkają gdzie indziej. też możliwe.
5. wojna z sąsiadami to też opcja, ale długofalowo zazwyczaj wygrywają polubowne rozwiązania – wojna też generuje dyskomfort. będziesz siedział i czekał na jakiś dźwięk od sąsiadów i się wkurzał. Oni też chcą żyć.
Też miałam taki problem, przebywanie w domu to był koszmar, cały czas albo w słuchawkach albo w zatyczkach (dosłownie 24/7). Bardzo pomogła mi wymiana drzwi wejściowych na takie dojebane, akustyczne, z naturalnego drewna. Nie powiem że wszytsko wygłuszyło, bo wiadomo że przez ściany się też niesie, ale z klatki nic nie słychać.
Nie możesz oczekiwać że wszyscy sąsiedzi nagle przestaną istnieć bo maj ciągle prawo żyć i funkcionować normalnie.
Jaki samosąd na tym redicie XD
Połowa nawet nie przeczytała do końca, nigdy nie była w takiej sytuacji ale swoje trzy grosze wtrącić musi. Na podstawie 30% przeczytanego tekstu stwierdzają, że problemem nie są sąsiedzi z góry tylko Ty i twoje przewrażliwienie. Cześć nawet poszła na osobistą krucjatę i minusuje każdy Twój komentarz/odpowiedź tutaj. Widocznie to właśnie tacy sąsiedzi, którzy mają wszystkich w dupie. Widocznie zwracano już im uwagę w podobnych sprawach i utożsamiają się z sąsiadami o których piszesz.
No generalnie przykro mi że przytrafiła Ci się choroba no ale w blokach żyją też inni ludzie niekoniecznie sami 80 latkowie którzy są cicho
Mieszkanie z hipoteką można normalnie sprzedać więc nie rozumiem, co dokładnie was blokuje?
“Moj maz jest milosnkiem mieszkania w bloku…”
Hej, bardzo możliwe że rozwinęła Ci się mizofonia przez utratę wzroku. Niestety na to lekarstwa nie ma. Wyprowadzka do domu za wiele nie da, bo pewnie rozwiną Ci się kolejne triggery jak szczekanie psów, kosiarki itp
“nie zostaje mi nic innego jak gnić w tym cyrku przez kolejne 5-10 lat aż nie kupimy działki albo, któreś z rodziców (moich lub żony) nie pozostawi nam w spadku domu czy działki…”
nie wziales pod uwage ze w mieszkajac w domu tez mozna trafic na przeszkadzajacych sasiadow ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Wbrew większości komentarzy bardzo Cie rozumiem. Mieszkam obecnie w moim 4 mieszkaniu w zyciu, do tej pory byly to zwykle halasy, jak to w bloku. Tu gdzie mieszkam teraz, nad nami mieszkaja ukraincy, ktorzy maja w calym mieszkaniu kafle i zadnych dywanow. Wszystko sie strasznie niesie. Do tego zachowuja sie jak zwierzeta, czesto sie kloca, duzo pija i glosno sluchaja muzyki. Czesto cos im leci na podloge, bawia sie z kotem szurajac po podlodze, w nocy biegaja po klatce schodowej trzesac poreczami. Doprowadzilo nas to do takiej nadwrażliwości na halas ze sie prostu przeprowadzamy, kupujemy inne mieszkanie.
Nie myślałeś o tym żeby po prostu pogadać z jakąś firmą która wygłusza pomieszczenia? Izolacją akustyczną zajmuje sie wiele firm. Wysokość pomieszczenia zmniejszy się o te 5-10 cm a koszt to jakies 90–150 zł/m².
Tyle lat się męczysz więc czemu nie spróbować przynajmniej skonsultować sprawy ze specjalistą?
>Przez te 1,5 roku zniszczyli mnie psychicznie do takiego stopnia, że tylko nasłuchuję kiedy coś zowu dupnie…
Przechodziłem dokładnie przez to samo mieszkając w segmencie. Ostatecznie jedyne co rozwiązało problem to puszczanie własnej muzyki na tyle głośno żeby odgłosy sąsiadów nie były w stanie się przez to przebić. Zacząłem od włączania kiedy robili się głośni, ale wtedy też tylko ciągle nasłuchiwałem kiedy zaczną, więc teraz po prostu włącza mi się automatycznie z budzikiem, a wyłączam ok 22. Na początku było mi trudniej się skupić, ale po jakimś czasie przyzwyczaiłem się że mam cały czas takie jednostajne tło dźwiękowe, które kontroluję.
Wiem, że oni to słyszą, ale skoro nie potrafią podejść z szacunkiem do potrzeby spokoju innych (“hihi, jesteśmy głośni, odpocznie pan jak pojedziemy na urlop”), to nie zasługują na to żeby respektować ich potrzeby. A w moim przypadku hałasują wszyscy którzy mnie otaczają.
A do spania zatyczki.
O Jezu ale ten obrazek przypomina mi moje dzieciństwo lat 90tych jak też mieszkałem w takim bloku. Chyba jedyną opcją kupując takie mieszkanie jest parter albo ostatnie piętro aby mieć sąsiada mniej.
How tall is the apartment? You can do a suspended ceiling with soundproofing. Or you can offer to buy the neighbours some carpets 😡
https://preview.redd.it/o55z3p9ysg0h1.png?width=500&format=png&auto=webp&s=f1d3f12cd15871ecd6c80f533eea3966b3afaef4
Kurde, aż mi się przypomniało…
Kopruch – Przypowieść o bloku
https://youtu.be/XRPl8OVKhaE
Dlatego pierd*lnąłem tym wszystkim i sprzedaliśmy praktycznie świeżo wyremontowane mieszkanie. Patusiarska dzielnica i magiczne 36m2 do wychowywania dzieci. Mieszkamy w starym domu na wsi. Hipoteka jest niemała… Nawet przez pewnien czas żarliśmy prawie gruz. Ale, oboje byśmy nie zamienili tego miejsca za nic w świecie. Najwyżej jak się coś rypnie całkiem to będziemy mieszkać w przyczepie. Ale co pokorzystaliśmy ze spokoju przez 8 lat to nasze.
Rozumiem Twój ból, ale chyba niestety takie właśnie jest życie w bloku…
Problemem chyba jest to, że Ty jesteś do tego kompletnie nieprzystosowany (zwłaszcza, jeśli faktycznie wychowałeś się poza miastem). Może lepiej wrócić do rodziców a mieszkanie wynająć/sprzedać ?
Zastanawiam się kto kogo niszczy w tym bloku oni ciebie czy ty ich, “pogorszył mi się wzrok” i co z tego?
Jestem w szoku, że wielkiej płycie tak słychać. Mieszkałem w kilku i było o niebo lepiej niż w nowym budownictwie gdzie mam taki sam problem, wszystko słychać. Chyba to kwestia wykonania podłogi u sąsiadów. Ja osobiście całymi dniami słucham muzyki a w nocy śpię przy białym szumie z głośnika, który stoi w szafie pod sufitem.
Biały szum pomiędzy tobą a źródłem hałasu działa wyśmienicie, wiem, że to często problem z sąsiadem i metoda taka gniecie psychicznie, ale o ile nie robi nic patologicznego to trudny orzech do zgryzienia.
masakra!
pewnie to marne pocieszenie ale ja mieszkam na poddaszu w domu jednorodzinnym otoczonym z każdej strony kawałkiem podwórka i innymi domami jednorodzinnymi. od wiosny do jesieni jest na poddaszu na tyle ciepło że się śpi z otwartymi oknami. no i lokalne psy rozpoczynają wrzaski od około 7.20. pewnie dla ludzi którzy chodzą do pracy o tej porze to nie wydaje się nic złego, ale jak ktoś chodzi na popołudniówki to ma po prostu pobudkę choćby chciał spać. sąsiedzi wychodzą do pracy i zostawiają psy na podwórkach a psy szczekają albo na siebie albo na przechodniów. 7.30 brzmi jakbym mieszkał w pierdolonym schronisku. jedno okno dachowe wychodzi mi prosto na ulicę. w nocy o 2.45 obudził mnie hałas sąsiada z naprzeciwka, który na chodniku rozmawiał z kolegami (nie krzyczał, mówił normalnie), ale poza tym cisza była absolutna więc dało się zrozumieć każde słowo. no więc tak leżałem sobie pół godziny w środku nocy i czekałem aż skończą gadać bo zasnąć się nie dało.
myślę że nawet jakbym się wyprowadził do lasu to by mnie wkuriwały ptaszki świerkające od 4 rano albo coś.
nie wiem czy jest w tym jakiś morał. nie twierdzę, że mam gorzej bo na pewno nie. ale wszędzie coś się znajdzie
A ja rozumiem twoją frustrację. Sąsiad pode mną jest przewrażliwiony i również katowal mnie muzyka wysokiego gatunku tzn patolskim rapem, po 3 latach doszliśmy do porozumienia ze mu przeszkadza że chodzimy po mieszkaniu i robił to na złość żeby nas zagłuszyć (mieszkamy 2 osoby dorosłe a mieszkanie ma ledwo 50m więc tu nawet nie ma gdzie się rozpędzić, jemu przeszkadzało wstanie do kuchni po szklankę wody). Niestety tak mnie zeschizowal że od 2 lat boję się chodzić po własnym mieszkaniu, boję się odkurzacz albo coś upuścić, wyrobił we mnie lęk że każdy dźwięk jaki wydam zostanie ukarany nocka z patolskim rapem w środku tygodnia. Do tego odkąd dowiedziałam się z czym ma problem to sama zaczęłam słyszeć sąsiadów nade mną gdzie wcześniej zupełnie nie zwracałam na to uwagi. A oni i biegają na bieżni, i w kółko coś remontują, i również nie potrafią usiedzieć na dupie 5 minut, w kółko przesuwają meble, krzesła, odkurzają o północy, no dramat.
Zdecydowałam że to za dużo i wzięłam drugi kredyt hipoteczny, zamierzam się wyprowadzić i potem sprzedać obecne :/
I kompletnie nie zgadzam się z komentarzami że „takie życie w bloku” bo mieszkałam w kamienicy, a potem kilku różnych blokach na wynajmie, nowszych i starszych, i NIGDY nie miałam takiego cyrku na dole i góry
Rozumiem cię. Tak po prostu. Mieszkałam całe życie w wielkiej płycie – najpierw krótko w czteropiętrowym bloku, potem kilkanaście lat w wieżowcu. I do tego wieżowca po wielu latach ciszy i spokoju wprowadziła się nade mnie rodzina z trójką małych dzieci, które przez całą zimę (+część wiosny i jesieni) o punkt 7 rano biegały przez kwadrans nade mną łupiąc jakby ktoś je uczył biegania na samych piętach. Wyprowadziłam się do domu jednorodzinnego i współczuję krewnej, która w tamtym mieszkaniu została. Ona też zawsze czeka momentu, kiedy słoniki wyjadą na dany rok – jakoś niedługo już to przyjdzie i będzie miała kilka miesięcy spokoju. A jej marzeniem jest, żeby ta rodzina się wyprowadziła i żeby wrócił taki spokój, jak był przed ich wprowadzeniem się.
Nie mam dla ciebie dobrej rady poza tym, żebyś szukał jakichś domów do kupienia… Nie ma w życiu nic piękniejszego niż cisza.
Widzisz, bo głównym problemem nie są sąsiedzi.
Jeśli osoby niepełnosprawne mają problem z przedostaniem się na drugą stronę ruchliwej ulicy, to problemem zwykle nie są kierowcy, którzy się po tej ulicy poruszają, tylko niedostosowana do potrzeb niepełnosprawnych architektura.
No i tak jest też – niestety – z większością budynków wielorodzinnych pod kątem akustyki. Wielka płyta w tym przoduje, ale i w nowym budownictwie i powojennych budynkach z cegły komfort akustyczny jest daleki od pożądanego.
Prawa jest taka, że we własnym domu, który jet naszym azylem i oazą wytchnienia, powinniśmy mieć prawo do ciszy. Zwłaszcza, że jest dużo osób, dla których zanieczyszczenie dźwiękiem jest większym problemem – w autyzmie czy przebiegu wielu chorób neurologicznych, filtrowanie dźwięków jest większym wyzwaniem dla mózgu, a hałas potęguje stres i zmęczenie.
Jednocześnie jednak, prawdą jest, że we własnym domu powinniśmy czuć się swobodnie w zakresie normalnych, aktywności dnia codziennego. Dotyczy to też dzieci, które bawią się, hałasują, potrzebują dać ujście swojej energii… Nie zawsze mogą to robić w przestrzeni publicznej, bo przeszkadzają. No, ale gdzie, jeśli nie we własnym domu?
Walka o to, czyje prawa są tu ważniejsze donikąd nie doprowadzi. Każdy powinien być w stanie zrozumieć drugą stronę i po trosze ustąpić. Warto wspólnie szukać rozwiązań. Może tupiący dzieciak ma ADHD i nie może inaczej? Może wystarczy, że dostanie sportową matę wygłuszającą pod biurko? Tylko, że do tego prowadzi dialog, rozmowa, a nie walenie kijem od szczotki w sufit. Rozumiem, że niechciane dźwięki wywołują agresję, ale jej wyładowywanie na sąsiadach raczej zaszkodzi niż pomoże.
Przede wszystkim, jednak, wszyscy powinniśmy być świadomi, że rozwiązania akustyczne w blokach to dramat. Powinniśmy mówić o tym więcej i zwracać większą uwagę na ten aspekt kupując i remontując mieszkania. To nie jest tak, że “takie życie w bloku”. Nie każdy może mieć domek. Nie ma dość bieszczadzkiej głuszy, by każdy mógł żyć w Bieszczadach. Istnieją rozwiązania wygłuszające, zmniejszające poziom hałasu i warto się o nie upominać i pamiętać o nich w trakcie remontów. Może warto też dopominać się większej troski o izolację akustyczną od deweloperów? Nikomu hałas nie pomaga i każdemu tolerancja na hałas z wiekiem będzie maleć i warto mieć to na względnie.
A z rozwiązań praktycznych na dziś. Tak, jak już tu inni wspominali. Na niskie natężenie hałasu (czyli praktycznie wszystko, co nie jest remontem tuż za ścianą), słuchwaki z ANC robią super robotę. Piszę to siedząc właśnie w takich i nie słysząc sąsiada, którego szczególnym hobby jest nawalanie młotkiem. Tylko z tym zastrzeżeniem, że korzystając z takowych, staraj się zawsze włączać jakiś biały szum lub tolerowane przez Ciebie dźwięki (np. odgłosy natury). Bo mózg bardzo szybko przyzwyczaja się do dobrego, czyli zupełnej ciszy i jak tego nie zrobisz, to jeszcze bardziej spadnie Ci tolerancja na wszelki hałas.
Zamiast zatyczek spróbuj słuchawek (nausznych lub pchełek) z ANC – działają znacznie lepiej w wygłuszaniu dźwięków.
Dodatkowo możesz puścić w nich jakiś “white noise” albo np. dźwięk deszczu, co dodatkowo wygłusza potencjalne hałasy.
Nie neguje zachowania twoich sąsiadów, ale doraźnie Ci to powinno pomóc z uspokojeniem się.
Empatia empatią, ale błędy nadal są błędami. Jak kupujesz mieszkanie z bloku, gdzie masz. Sąsiada na dole, na górze, na prawo, na lewo i po sosach, to nie masz wpływu na to, kto tam mieszka i co robi. Ja teraz mieszkam w bloku, na szczęście jest spokój, ale wiem, że zawsze się to może zmienić. Dlatego szukam domu na wsi, gdzie dom sąsiada będzie widać na horyzoncie. Poszukiwania idą wolno, bo każdy teraz sprzedaje nie działkę czy dom, ale “potencjał”, ale nigdy, przenigdy, nie kupiłbym mieszkania w bloku.
Brzmi jak normalne mieszkanie w bloku, skoro jesteś ze wsi, to nic dziwnego, że trudno Ci się przystosować. Ludzie, którzy w blokach się wychowali są właściwie niewrażliwi na takie hałasy.