Tbh nie tyle winiłbym maka itp (które są teraz znacznie drozsze niż kiedyś i przestały być tanią alternatywą) co brak miejsc do aktywności fizycznej dla dzieciaków. Oraz przeładowane szkoły- no trudno oczekiwać dużej aktywności kiedy taki dzieciak ma zwykle 8h w samej szkole, potem jakiś 1h na powrót i jeszcze 3-4 h prac domowych= to juz nam daje minimum 13h, a i rodzice często chcą jakiejś pomocy w domu.
Edit- ja nie mówię ze jedzenie nie ma żadnego wpływu, ale tez wiem jak łatwo ludzie zrzucają winę tylko na to: Ja praktycznie całe zycie jestem typowo chudy i wysoki, cała rodzina taka. ALE- jak mi się zaczęło dojrzewanie to przez większość 6 klasy byłem grubaskiem (potem mi to poszło we wzrost i mięśnie), i to nie tak ze zmieniłem cokolwiek czy miałem mniej ruchu w tym czasie- przeciwnie bo tyć zacząłem w wakacje.
Mimo to wszyscy wokół mówili że ja pewnie za duzo jem albo za duzo słodyczy itp- i to do paranoicznego stopnia. Nawet słyszałem że moze za duzo pije wody (diagnoza lekarza xd) i miałem w domu limity na to xd.
I wiem- trochę inna sytuacja bo tutaj dojrzewanie wchodzi w grę, punkt mój jest taki- nikt z dorosłych włącznie z wf-istami i pielęgniarką szkolną oraz lekarzem nawet nie pomyślał o innej przyczynie niż śmieciowe żarcie, nawet ci którzy dosłownie widzieli że ja nie jem takich rzeczy- w szkole obwiniali czas poza szkoła, w domu czas w szkole (ignorując to że nie dawano mi kasy na sklepik) itd.
Wiem że ludzie mogą mieć pierdolca na punkcie obwiniania zarcia o wszystko co z otyłościa związane. I w moim przypadku to ja duzo ruchu miałem (totalnie olewałem prace domowe, i w domu tyle byłem co musiałem być).
ancik1 on
Żabka ma w tym duży udział.
tbwdtw on
To tak samo jak rodzice. Po prostu polska dieta jest stworzona do zapierdalania w polu od rana do świtu. Nawyki żywieniowe się nie zmieniły, za to tryb życia zmienił się o 180.
Fernis_ on
Nie dziwi mnie to zupełnie. Jeśli ktoś się specjalnie nie zastanawia co robi, aktywnie nie działa w stronę podawania zdrowego jedzenia to jest BARDZO łatwo nie zauważyć nawet jak bardzo tuczące i przetworzone jedzenie podajemy.
Już jestesmy cywilizacyjnie na poziomie Ameryki z której podśmiewywaliśmy się 30 lat temu, gdzie nie dość nieskończenie łatwiej, to już też taniej, kupić jest paczkę już gotowych nuggetsów i podgrzać je w piekarniku, niż kupić kawałek kury, świeże warzywa i zrobić rosół. Premade obiadki, mrożone dania, pół produkty osiągnęły tę jakość i cenę że są w praktyce tańsze niż świeże warzywa (właszcza jak chcesz warzywa i owoce które mają smak i idziesz na targ, a nie to co oferują markety) a oszczędzają kupę czasu.
Do tego słodycze. Są tanie, i są WSZĘDZIE gdzie są dzieci. W zeszłym roku odkładałem na bok słodycze która córka dostawała w grudniu. Na mikołaja coś od każdego, na spotkaniu mikołajkowy w przedszkolu, na mikołajku w bawialni, 2 albo 3 urodziny innych dzieci gdzie oczywiście jest piniata więc worek cukerków, różne drobne upominki, spotkania, jakiś gość wpadł, okres swiąteczny i małe dziecko w domu więc każdy przynosi jakiś smakołyk i jej daje. Potem same święta, do każdego prezentu coś słodkiego dodane. Słodyczy wyłożonych na stół w święta już nawet nie liczę bo tego do ręki nie dostałem.
Niby małe rzeczy, każdy “tylko” czekoladę, albo paczke żelek i batonik Kinder, albo jajko niespodziankę, lizak i garść Maoam. Ale kiedy dają dziadkowie, ciocie, wujki, moje i żony rodzeństwo, do tego te wszystkie eventy gdzie zawsze jest goodie bag… Przed końcem roku zorientowałem się że nie mam miejsca na więcej słodyczy, pełna jest cała szafka a w niej dosłownie kilogramy cukru. Gdyby miała to zjeść 5 latka, to raczej by to zdrowe nie było. Ale potrafię sobie wyobrazić jak ktoś nie zbiera tych słodyczy żeby je potem powoli wydawać i młode zjada przez cały Grudzień, codziennie po 300g słodyczy.
Individual_Quote2055 on
Ok 40 godzin lekcyjnych w szkole na tydzień z czego może 2 godziny to wychowanie fizyczne. Tu jest problem. Każdy przedmiot jest ważny tylko nie ten co utrzymuje przy życiu.
HiCZoK on
Nic dziwnego bo zawsze była bieda a już nie ma. Więc i dzieci o ich rodzice kupują i jedzą na potęgę tak jak nigdy nie mogłeś. A bieda dalej jest tylko mniejsza
ferinmel on
Obecnie? Pamiętam jak btłem w gimnazjum i było dokładnie to samo. Oczywiście nie mowię, że to nie jest problem, no ale istnieje on już całkiem długo
ForestDweller82 on
I’m not surprised. It’s extremely difficult to find calorie counts on many products. I’ve tried calling two bakeries to ask for the calories in my favorite breads, and they both told me they don’t know. They’ll give you ingredients, but not calories.
Auchan only started labeling their website with calories for fresh baked bread a few months ago, but in-store, there is still no calories.
Caloric deficit is the only way to lose weight, so without this information, you have to rely on luck or guessing based on average similar products. Both of those methods are extremely inaccurate and unlikely to work.
Parents have no idea what calories their kids are consuming, and no way of finding out. The only things that are properly labelled are ultra-processed junk foods. Somehow those have labels. But even then, they never give you calories per portion. They give it per 100g, so you still have to weigh the item to find out.
Mandarynkoks on
Oznaka dobrobytu
gierOK on
Amerykanizacja Polski
Key_Lake_9386 on
Biedronka! Najpierw sprzedajesz kup 6 zapłać za 3 wysokoprzetworzonego żarcia, a później jak żołądki są rozciągnięte to można sprzedawać 12 pakami a nawet paletami to gówno. Strategia rodem z USA.
11 Comments
Tbh nie tyle winiłbym maka itp (które są teraz znacznie drozsze niż kiedyś i przestały być tanią alternatywą) co brak miejsc do aktywności fizycznej dla dzieciaków. Oraz przeładowane szkoły- no trudno oczekiwać dużej aktywności kiedy taki dzieciak ma zwykle 8h w samej szkole, potem jakiś 1h na powrót i jeszcze 3-4 h prac domowych= to juz nam daje minimum 13h, a i rodzice często chcą jakiejś pomocy w domu.
Edit- ja nie mówię ze jedzenie nie ma żadnego wpływu, ale tez wiem jak łatwo ludzie zrzucają winę tylko na to: Ja praktycznie całe zycie jestem typowo chudy i wysoki, cała rodzina taka. ALE- jak mi się zaczęło dojrzewanie to przez większość 6 klasy byłem grubaskiem (potem mi to poszło we wzrost i mięśnie), i to nie tak ze zmieniłem cokolwiek czy miałem mniej ruchu w tym czasie- przeciwnie bo tyć zacząłem w wakacje.
Mimo to wszyscy wokół mówili że ja pewnie za duzo jem albo za duzo słodyczy itp- i to do paranoicznego stopnia. Nawet słyszałem że moze za duzo pije wody (diagnoza lekarza xd) i miałem w domu limity na to xd.
I wiem- trochę inna sytuacja bo tutaj dojrzewanie wchodzi w grę, punkt mój jest taki- nikt z dorosłych włącznie z wf-istami i pielęgniarką szkolną oraz lekarzem nawet nie pomyślał o innej przyczynie niż śmieciowe żarcie, nawet ci którzy dosłownie widzieli że ja nie jem takich rzeczy- w szkole obwiniali czas poza szkoła, w domu czas w szkole (ignorując to że nie dawano mi kasy na sklepik) itd.
Wiem że ludzie mogą mieć pierdolca na punkcie obwiniania zarcia o wszystko co z otyłościa związane. I w moim przypadku to ja duzo ruchu miałem (totalnie olewałem prace domowe, i w domu tyle byłem co musiałem być).
Żabka ma w tym duży udział.
To tak samo jak rodzice. Po prostu polska dieta jest stworzona do zapierdalania w polu od rana do świtu. Nawyki żywieniowe się nie zmieniły, za to tryb życia zmienił się o 180.
Nie dziwi mnie to zupełnie. Jeśli ktoś się specjalnie nie zastanawia co robi, aktywnie nie działa w stronę podawania zdrowego jedzenia to jest BARDZO łatwo nie zauważyć nawet jak bardzo tuczące i przetworzone jedzenie podajemy.
Już jestesmy cywilizacyjnie na poziomie Ameryki z której podśmiewywaliśmy się 30 lat temu, gdzie nie dość nieskończenie łatwiej, to już też taniej, kupić jest paczkę już gotowych nuggetsów i podgrzać je w piekarniku, niż kupić kawałek kury, świeże warzywa i zrobić rosół. Premade obiadki, mrożone dania, pół produkty osiągnęły tę jakość i cenę że są w praktyce tańsze niż świeże warzywa (właszcza jak chcesz warzywa i owoce które mają smak i idziesz na targ, a nie to co oferują markety) a oszczędzają kupę czasu.
Do tego słodycze. Są tanie, i są WSZĘDZIE gdzie są dzieci. W zeszłym roku odkładałem na bok słodycze która córka dostawała w grudniu. Na mikołaja coś od każdego, na spotkaniu mikołajkowy w przedszkolu, na mikołajku w bawialni, 2 albo 3 urodziny innych dzieci gdzie oczywiście jest piniata więc worek cukerków, różne drobne upominki, spotkania, jakiś gość wpadł, okres swiąteczny i małe dziecko w domu więc każdy przynosi jakiś smakołyk i jej daje. Potem same święta, do każdego prezentu coś słodkiego dodane. Słodyczy wyłożonych na stół w święta już nawet nie liczę bo tego do ręki nie dostałem.
Niby małe rzeczy, każdy “tylko” czekoladę, albo paczke żelek i batonik Kinder, albo jajko niespodziankę, lizak i garść Maoam. Ale kiedy dają dziadkowie, ciocie, wujki, moje i żony rodzeństwo, do tego te wszystkie eventy gdzie zawsze jest goodie bag… Przed końcem roku zorientowałem się że nie mam miejsca na więcej słodyczy, pełna jest cała szafka a w niej dosłownie kilogramy cukru. Gdyby miała to zjeść 5 latka, to raczej by to zdrowe nie było. Ale potrafię sobie wyobrazić jak ktoś nie zbiera tych słodyczy żeby je potem powoli wydawać i młode zjada przez cały Grudzień, codziennie po 300g słodyczy.
Ok 40 godzin lekcyjnych w szkole na tydzień z czego może 2 godziny to wychowanie fizyczne. Tu jest problem. Każdy przedmiot jest ważny tylko nie ten co utrzymuje przy życiu.
Nic dziwnego bo zawsze była bieda a już nie ma. Więc i dzieci o ich rodzice kupują i jedzą na potęgę tak jak nigdy nie mogłeś. A bieda dalej jest tylko mniejsza
Obecnie? Pamiętam jak btłem w gimnazjum i było dokładnie to samo. Oczywiście nie mowię, że to nie jest problem, no ale istnieje on już całkiem długo
I’m not surprised. It’s extremely difficult to find calorie counts on many products. I’ve tried calling two bakeries to ask for the calories in my favorite breads, and they both told me they don’t know. They’ll give you ingredients, but not calories.
Auchan only started labeling their website with calories for fresh baked bread a few months ago, but in-store, there is still no calories.
Caloric deficit is the only way to lose weight, so without this information, you have to rely on luck or guessing based on average similar products. Both of those methods are extremely inaccurate and unlikely to work.
Parents have no idea what calories their kids are consuming, and no way of finding out. The only things that are properly labelled are ultra-processed junk foods. Somehow those have labels. But even then, they never give you calories per portion. They give it per 100g, so you still have to weigh the item to find out.
Oznaka dobrobytu
Amerykanizacja Polski
Biedronka! Najpierw sprzedajesz kup 6 zapłać za 3 wysokoprzetworzonego żarcia, a później jak żołądki są rozciągnięte to można sprzedawać 12 pakami a nawet paletami to gówno. Strategia rodem z USA.