
Research by sociologists from the University of Lodz: five metropolises are sucking young people out of villages and smaller towns
https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C110613%2Cbadania-socjologow-z-ul-piec-metropolii-wysysa-mlodziez-ze-wsi-i-mniejszych
Posted by Snorli12
12 Comments
Proponuję rozwiązać uczelnie. Pol Pot by tak zrobił.
moim zdaniem walka z migracją do większych ośrodków jest przegrana, jedyne co możemy osiagnąc to bardziej rozdrobniona migracja do większych miast. Czyli zamiast wzrostu top 5 i wyludniania się całej reszty to wzrost top 20 miast.
Realnie nie ma szans, że jakieś pipidowo stanie się atrakcyjne dla młodych jak wybudujesz tam dom kultury, ale miasto 200k już ma potencjał, żeby ktoś zamiast do KRK/WAW/WRO na studia został trochę bliżej domu
Chodzi o to żeby ludzie nie migrowali 200km, ale może 70, wtedy łatwiej utrzymać więzy rodzinne i w przyszłości spełniać swoją rolę rodzinną (opieka nad starymi rodzicami bez konieczności rozwalania swojego dotychczasowego życia).
I nie wierzę w to, że jak dacie wszystkim pracę zdalną to się nagle ludzie przeprowadzą na zabite wsie. Ludzie którzy wyjechali gdzieś na studia mają już tam zbudowaną siatkę społeczną, jak wyjadą to ją stracą, i tu jest moim zdaniem największy “magnes” nie pozwalający na powrót jak już się wyemigrowało.
Czyli przede wszystkim trzeba łapać ludzi na etapie wyboru studiów, bo potem to już kaplica
Moglem to powiedziec socjologom z UL 15lat temu.
Jak to mówią Anglosasi: widelec znaleziony w kuchni.
Ok to ja uderzę z innej strony: co 18 letni mieszkaniec małej wsi może robić zawodowo: praca na roli, praca w małym miasteczku z dojazdami (o ile będzie wakat na poczcie czy innej takiej)
Wyjazd do większego miasta (praktycznie zawsze) gwarantuje lepszą perspektywę i więcej okazji do złapania pracy: uczelnia wyższa to jeden z kierunków, ale strefy przemysłowe to druga opcja – podmiejskie strefy jak sobie ktoś zerknie, to obecnie praktycznie dzielnice miasta i chyba takim najbardziej widocznym są Bielany Wrocławskie
Więc gdzie do cholery lepiej żyć? W dużym mieście – drogo, ale przynajmniej robota jest – czy w jakiejś wioseczce oddalonej o 30 km od najbliższego miasta powiatowego?
W sensie jak mieszkając 30 km od przykładowo Kętrzyna (przepraszam z góry, ale mam przykład z tych stron) można spokojnie żyć nie martwiąc się o dobrobyt? Turystyka? Budowlanka? Spoko pewnie da radę, ale ile takich pracowników tam potrzeba?
A co oni mają tak robic?
Miasta i to raczej te średnie można próbować ratować.Ale nie wiem po co ratować wsie?
https://preview.redd.it/9u4r92gws54g1.png?width=598&format=png&auto=webp&s=c9fec513a923b882109a19dfcb648bca0e1b7f7d
Dwa rozwiązania: decentralizacja i komunikacja. Bez tego będzie tylko gorzej.
https://preview.redd.it/6a3eolctw54g1.jpeg?width=474&format=pjpg&auto=webp&s=810a18e6adbd760dc6b4cda6be35b11f7d9e0a7b
Kolejny wątek społeczny i kolejny raz nie czuje czemu to jest problem. Najpierw było to że ujemny przyrost naturalny, teraz że ludzie migrują do miast. No i co z tego? To nie średniowiecze że trzeba było dużo rąk do pracy w polu, są maszyny ludzi trzeba mniej. Jak ktoś chce by do Bzdziszewa Dolnego Kolonii zjeżdżali się ludzie to miejsce to musi być atrakcyjne, po co tu drążyć tekst bardziej?
Ludzie głównie podążają za pracą, w drugiej kolejności jest mieszkanie.
Należy organinzować strefy ekonomiczne w miastach powiatowych. Gdzie lepiej postawić fabrykę w miejscu gdzie ludzie wołają 3 x minimalna czy gdzie wystarcza im 1.5?
Zachęcić zarząd korporacji do prac zdalnych, do max 4 zjazdów na miesiąc
Jak bd fajne połączenie pociągiem, to i bez auta się obejdzie.