Jak zaprotestujesz to może zamkną a może nie. Jak niezaprotestujesz to na pewno zamkną.
Ozymandyas1 on
Rodzice mają prawo do protestu jak najbardziej, ale wraz ze spadkiem liczby dzieci, likwidacja części lokalnych szkół jest nieunikniona
MelonEuskA on
Wydaje mi się że jak od samego początku ludzie którzy się nie zgadzają nie będą pokazywać aktywnie swojej opozycji do decyzji rządowych to reszta obudzi się z ręką w nocniku jak nic już nie będzie dało się zrobić. Jeżeli to dopiero początek, to najlepszy moment na opór jest teraz dopóki się nie odpierdolą
gvnsky on
To niech sami zapłacą za funkcjonowanie klas, w której jest po 10 uczniów. Etaty trzeba zapewnić, woźnym dać, utrzymać budynek, ogrzać go przez wiele miesięcy w roku szkolnym. Demografia jest bezlitosna – zamykania szkół nie da się powstrzymać będąc w tak dramatycznym niżu
krzakowiec on
Każdy protest tak naprawdę ma sens, a im większy i głośniejszy tym lepiej bo oznacza realny bunt podatnika w swojej minimalnej formie.
m64 on
Ale może da się opóźnić o kilka lat. Czy to zawsze ma sens to nie wiem, bo np. wiejskie tysiąclatki zamykane w trakcie reformy koło roku 2000 często miały tragiczny poziom nauczania. Ale to już rodzice lepiej się orientują w lokalnej sytuacji.
GWahazar on
Z własnego doświadczenia – chcieli w szkole pozamykać klasy i skomasować by było ponad 30 dzieci, rodzice zaczęli protestować, zrobili pielgrzymkę do prezydenta miasta, udało się to odkręcić.
noideaforlogin31415 on
Z jednej strony rozumiem. A z drugiej: niech protestujący sobie sprawdzą wskaźniki urodzeń w rejonie szkoły z poprzednich paru lat. Bo jak w mojej byłej podstawówce to zrobili to im wyszło, że klasy za te 6-7 lat były by mniej więcej 2 osobowe (plus dzieci z poza rejonu) [dotychczas klasy były 10-15 osobowe]. A nauczycielom trzeba opłacić pełną pensję.
Alartan on
Oczywiście że nie mają. Potem się dziwią dlaczego gmina jest zadłużona jak 50 dzieciaków ma całą szkołę dla siebie.
Na wsiach nie ma sklepików, parafie sklejają, ale rząd musi każdemu pawełkowi zapewnić Hogwart po domem.
Rozanskyy on
Zawsze pod tymi postami się trafiają mądrale które mówią o zapaści demograficznej, ale zapominają że przez ostatnie 3 dekady PKB per capita wzrosło nam ~5-krotnie. Oznacza to że możemy sobie pozwolić żeby dbać o społeczeństwo lepiej niż to robiliśmy w latach 90-tych. Trzeba tylko dopilnować żeby tej nadwyżki nie przeżerali „przedsiębiorcy”.
krzywaLagaMikolaja on
Zawsze można zrobić Bullerbyn i wciskać kilka roczników do jednej klasy.
Poziom nauczania na pewno nie ucierpi…
Urungulu on
Obsługuję samorządy i nie, to raczej nie ma sensu. Gminy/powiaty i tak likwidacje robią z wyprzedzeniem, bo przepisy wymagają podejmowanie uchwał w I kwartale.
Natomiast dwie sprawy:
1. Protest może spowodować np. zmianę koncepcji i częściową likwidację, tj. z reorganizacją i zrobieniem w miejscu starej szkoły filii szkoły „przejmującej”, ale to może być tylko odraczania w czasie.
2. Likwidacji docelowo nie da się uniknąć, bo demografia jest nieubłagana. Wynagrodzenia nauczycieli i personelu są kosmiczne i subwencja oświatowa nigdy tego nie pokrywała, a jest już coraz więcej miejsc, gdzie dzieci fizycznie jest niewiele więcej, niż kadry. Dołóż do tego dowozy dzieci, świetlice, dożywianie, nauczanie specjalne i cały nawis psychologiczno-pedagogiczny i masz po prostu dramat.
Neoneq_ on
Mają
0x645 on
mają, o ile idzie krok drugi. i opodatkowują się dodatkowo na te szkoły
NPCnr348592 on
Absolutnie, w istocie wszelkie oddolne inicjatywy które wywierają presję na rząd są niezbędne.
CommentChaos on
W miejscowości, z której pochodzę, protesty i aktywność rodziców uratowały szkołę lokalną. Została ona przekształcona w placówkę niepubliczną i uczą w niej Ci sami nauczyciele co wcześniej. Rodzice stworzyli stowarzyszenie, które zajmuje się sprawami tej szkoły.
Co ważne, placówki niepubliczne mogą nadal być darmowe – i tak jest w tym przypadku. Szkoły niepubliczne nadal mogą być finansowane ze środków samorządowych.
Szkoła jest malutka, to prawda, ale jest to przedszkole połączone z 1-3 w miejscowości, która jest daleka od innych potencjalnych szkół. Idea była taka, że rodzice nie chcieli, żeby ich 4- czy 5-letnie dzieci jeździły autobusami szkolnymi z czasem prawie 18-latkami, a po szkole często czekali wiele godzin z takimi osobami w jednej świetlicy na dowozy. Dobrze umotywowali sprawę, stworzyli plan finansowania i zaktywizowali lokalną społeczność.
Takie protesty czasem działają. Ja uważam, że miał on sens.
JuniorCat1516 on
tak
LurkCypher on
Z jednej strony niby nie mają, bo przy polskiej demografii takie “zwijanie się” prowincji i tak jest nieuniknione, co najwyżej da się to trochę odwlec czasie. Z drugiej strony, nie mam zamiaru kogokolwiek zniechęcać do wyrażania sprzeciwu wobec władzy (czy to lokalnej, czy państwowej), mówiąc mu, że to bezsensowne.
bitplenty on
Sens mają, bo te szkoły trwają, ale są szkodliwe i kosztują nas absolutnie szalone pieniądze. Moja mama jest nauczycielką w wiejskiej szkole podstawowej gdzie uczy się łącznie mniej niż 30 uczniów (nie pamiętam dokładnie), mają jeden rocznik gdzie nie ma ani jednego dziecka, roczniki gdzie jest 1 albo 3. Mama mówi, że jest w prawdzie osobiście zadowolona, że szkoła trwa, ale że to nie ma sensu, nawet dla dzieci, które wg niej lepiej odnalazły by się w większej szkole (w miejscowości gminnej). Szkoła jest dość duża, na bieżąco remontowana, ma salę gimnastyczną zbudowaną z dotacją z UE…
keszotrab on
Jak ktoś nie chce, żeby szkoł nie zamykali, to niech protestuje pod domami somsiadów, żeby zaczęli się rozmnażać.
Sorry, ale rzeczywistość jest jaka jest, no chyba, że chcemy dopłacać i utrzymywać całą szkołę, tylko po to, żeby Tytus, Romek i Atomek nie musieli busem dojeżdżać do szkoły.
mpst-io on
“answer is always no if you don’t ask”. oczywiście, że mają sense, inaczej na pewno zamkną, a tak najprawdopodobniej zamkną
ZielonaKrowa on
Pewnie zależy od miejscowości ale co do zasady, nie mają. Szok i tąpnięcie dopiero do nas nadejdzie w najbliższych latach. Nikt nie będzie utrzymywał szkół w których nie ma roczników. A za klika lat do pierwszej klasy idzie rocznik dwa razy mniejszy niż ten który jest teraz. Żadna ilość protestów nie obroni szkoły gdzie np 3 lata z rzędu nie będzie rocznika w ogóle.
changefromPJs on
Zależy od tego jak do procesu likwidacji się podejdzie.
Jeśli w wakacje prowadzone są rekrutacje do klas, a parę miesięcy później z nieba spada wiadomość, że szkoła jest zamykana, to trudno mi wierzyć w racjonalność podejmowanych przez władze decyzji.
szerszer on
>W niektórych klasach w Humięcinie było tylko kilkoro uczniów, co – zdaniem kuratorium – może wpływać na rozwój umiejętności społecznych
Pytanie jest czy sens ma utrzymywanie takich szkół.
menijna on
Oczywiście że mają sens. Dostęp do szkoł to sprawą kluczowa, jak nie to skazujemy się na koncentrację wszystkiego w big5.
bigos_enjoyer on
Tak. Moja podstawówkę w ostatnich 30 latach chcieli zamknąć kilka razy, a do dziś stoi i nawet się rozwija.
KiloEchoSierra on
Weźmy już po prostu przymusowo przesiedlmy całą populację w region Warszawy a resztę zamknąć i zaorać.
otebski on
Niech się pier…lą, doslownie. Bez zwiększenia dzietności utrzymywanie szkół jest bez sensu.
Think_Mud3370 on
Dla rozwoju dziecka najlepiej jest jak klasa liczy mniej niż 15 osób. Rodzice za rzadko o tym mówią.
30 Comments
Mają
Jak zaprotestujesz to może zamkną a może nie. Jak niezaprotestujesz to na pewno zamkną.
Rodzice mają prawo do protestu jak najbardziej, ale wraz ze spadkiem liczby dzieci, likwidacja części lokalnych szkół jest nieunikniona
Wydaje mi się że jak od samego początku ludzie którzy się nie zgadzają nie będą pokazywać aktywnie swojej opozycji do decyzji rządowych to reszta obudzi się z ręką w nocniku jak nic już nie będzie dało się zrobić. Jeżeli to dopiero początek, to najlepszy moment na opór jest teraz dopóki się nie odpierdolą
To niech sami zapłacą za funkcjonowanie klas, w której jest po 10 uczniów. Etaty trzeba zapewnić, woźnym dać, utrzymać budynek, ogrzać go przez wiele miesięcy w roku szkolnym. Demografia jest bezlitosna – zamykania szkół nie da się powstrzymać będąc w tak dramatycznym niżu
Każdy protest tak naprawdę ma sens, a im większy i głośniejszy tym lepiej bo oznacza realny bunt podatnika w swojej minimalnej formie.
Ale może da się opóźnić o kilka lat. Czy to zawsze ma sens to nie wiem, bo np. wiejskie tysiąclatki zamykane w trakcie reformy koło roku 2000 często miały tragiczny poziom nauczania. Ale to już rodzice lepiej się orientują w lokalnej sytuacji.
Z własnego doświadczenia – chcieli w szkole pozamykać klasy i skomasować by było ponad 30 dzieci, rodzice zaczęli protestować, zrobili pielgrzymkę do prezydenta miasta, udało się to odkręcić.
Z jednej strony rozumiem. A z drugiej: niech protestujący sobie sprawdzą wskaźniki urodzeń w rejonie szkoły z poprzednich paru lat. Bo jak w mojej byłej podstawówce to zrobili to im wyszło, że klasy za te 6-7 lat były by mniej więcej 2 osobowe (plus dzieci z poza rejonu) [dotychczas klasy były 10-15 osobowe]. A nauczycielom trzeba opłacić pełną pensję.
Oczywiście że nie mają. Potem się dziwią dlaczego gmina jest zadłużona jak 50 dzieciaków ma całą szkołę dla siebie.
Na wsiach nie ma sklepików, parafie sklejają, ale rząd musi każdemu pawełkowi zapewnić Hogwart po domem.
Zawsze pod tymi postami się trafiają mądrale które mówią o zapaści demograficznej, ale zapominają że przez ostatnie 3 dekady PKB per capita wzrosło nam ~5-krotnie. Oznacza to że możemy sobie pozwolić żeby dbać o społeczeństwo lepiej niż to robiliśmy w latach 90-tych. Trzeba tylko dopilnować żeby tej nadwyżki nie przeżerali „przedsiębiorcy”.
Zawsze można zrobić Bullerbyn i wciskać kilka roczników do jednej klasy.
Poziom nauczania na pewno nie ucierpi…
Obsługuję samorządy i nie, to raczej nie ma sensu. Gminy/powiaty i tak likwidacje robią z wyprzedzeniem, bo przepisy wymagają podejmowanie uchwał w I kwartale.
Natomiast dwie sprawy:
1. Protest może spowodować np. zmianę koncepcji i częściową likwidację, tj. z reorganizacją i zrobieniem w miejscu starej szkoły filii szkoły „przejmującej”, ale to może być tylko odraczania w czasie.
2. Likwidacji docelowo nie da się uniknąć, bo demografia jest nieubłagana. Wynagrodzenia nauczycieli i personelu są kosmiczne i subwencja oświatowa nigdy tego nie pokrywała, a jest już coraz więcej miejsc, gdzie dzieci fizycznie jest niewiele więcej, niż kadry. Dołóż do tego dowozy dzieci, świetlice, dożywianie, nauczanie specjalne i cały nawis psychologiczno-pedagogiczny i masz po prostu dramat.
Mają
mają, o ile idzie krok drugi. i opodatkowują się dodatkowo na te szkoły
Absolutnie, w istocie wszelkie oddolne inicjatywy które wywierają presję na rząd są niezbędne.
W miejscowości, z której pochodzę, protesty i aktywność rodziców uratowały szkołę lokalną. Została ona przekształcona w placówkę niepubliczną i uczą w niej Ci sami nauczyciele co wcześniej. Rodzice stworzyli stowarzyszenie, które zajmuje się sprawami tej szkoły.
Co ważne, placówki niepubliczne mogą nadal być darmowe – i tak jest w tym przypadku. Szkoły niepubliczne nadal mogą być finansowane ze środków samorządowych.
Szkoła jest malutka, to prawda, ale jest to przedszkole połączone z 1-3 w miejscowości, która jest daleka od innych potencjalnych szkół. Idea była taka, że rodzice nie chcieli, żeby ich 4- czy 5-letnie dzieci jeździły autobusami szkolnymi z czasem prawie 18-latkami, a po szkole często czekali wiele godzin z takimi osobami w jednej świetlicy na dowozy. Dobrze umotywowali sprawę, stworzyli plan finansowania i zaktywizowali lokalną społeczność.
Takie protesty czasem działają. Ja uważam, że miał on sens.
tak
Z jednej strony niby nie mają, bo przy polskiej demografii takie “zwijanie się” prowincji i tak jest nieuniknione, co najwyżej da się to trochę odwlec czasie. Z drugiej strony, nie mam zamiaru kogokolwiek zniechęcać do wyrażania sprzeciwu wobec władzy (czy to lokalnej, czy państwowej), mówiąc mu, że to bezsensowne.
Sens mają, bo te szkoły trwają, ale są szkodliwe i kosztują nas absolutnie szalone pieniądze. Moja mama jest nauczycielką w wiejskiej szkole podstawowej gdzie uczy się łącznie mniej niż 30 uczniów (nie pamiętam dokładnie), mają jeden rocznik gdzie nie ma ani jednego dziecka, roczniki gdzie jest 1 albo 3. Mama mówi, że jest w prawdzie osobiście zadowolona, że szkoła trwa, ale że to nie ma sensu, nawet dla dzieci, które wg niej lepiej odnalazły by się w większej szkole (w miejscowości gminnej). Szkoła jest dość duża, na bieżąco remontowana, ma salę gimnastyczną zbudowaną z dotacją z UE…
Jak ktoś nie chce, żeby szkoł nie zamykali, to niech protestuje pod domami somsiadów, żeby zaczęli się rozmnażać.
Sorry, ale rzeczywistość jest jaka jest, no chyba, że chcemy dopłacać i utrzymywać całą szkołę, tylko po to, żeby Tytus, Romek i Atomek nie musieli busem dojeżdżać do szkoły.
“answer is always no if you don’t ask”. oczywiście, że mają sense, inaczej na pewno zamkną, a tak najprawdopodobniej zamkną
Pewnie zależy od miejscowości ale co do zasady, nie mają. Szok i tąpnięcie dopiero do nas nadejdzie w najbliższych latach. Nikt nie będzie utrzymywał szkół w których nie ma roczników. A za klika lat do pierwszej klasy idzie rocznik dwa razy mniejszy niż ten który jest teraz. Żadna ilość protestów nie obroni szkoły gdzie np 3 lata z rzędu nie będzie rocznika w ogóle.
Zależy od tego jak do procesu likwidacji się podejdzie.
Jeśli w wakacje prowadzone są rekrutacje do klas, a parę miesięcy później z nieba spada wiadomość, że szkoła jest zamykana, to trudno mi wierzyć w racjonalność podejmowanych przez władze decyzji.
>W niektórych klasach w Humięcinie było tylko kilkoro uczniów, co – zdaniem kuratorium – może wpływać na rozwój umiejętności społecznych
Pytanie jest czy sens ma utrzymywanie takich szkół.
Oczywiście że mają sens. Dostęp do szkoł to sprawą kluczowa, jak nie to skazujemy się na koncentrację wszystkiego w big5.
Tak. Moja podstawówkę w ostatnich 30 latach chcieli zamknąć kilka razy, a do dziś stoi i nawet się rozwija.
Weźmy już po prostu przymusowo przesiedlmy całą populację w region Warszawy a resztę zamknąć i zaorać.
Niech się pier…lą, doslownie. Bez zwiększenia dzietności utrzymywanie szkół jest bez sensu.
Dla rozwoju dziecka najlepiej jest jak klasa liczy mniej niż 15 osób. Rodzice za rzadko o tym mówią.